Wstręt do komputera i transformacje życiowo-metafizyczne

Od jakiegoś czasu konflikt wartości mnie przygniata. Nie chcę być bogata. Chcę mieć czas na życie. Widzę to wyraźnie, gdy pani fryzjerka z Lublina po skróceniu mi włosów bawi się jeszcze nimi i pokazuje mi, jak kręcić loki prostownicą oraz sprawdza, czy ma rację, twierdząc, że najładniej to będą wyglądały w luźnym warkoczu na bok.

Nie, nie płacę za te zabawy. Może tym, że obydwie lubimy Mika Waltariego i kanał Nat Geo Wild.
Nikt nie stoi nad nią i nie sapie.

– Nie tęskni pani za Lublinem?
– Tęsknię jak jasna cholera.

Zdąży się pani zobaczyć z moim synem? Pyta kosmetyczka przy czyszczeniu twarzy. Bo ja dostanę zawału przed jego maturą. Nie zdążę, ale niech wskoczy na skype, wyjaśnię co trzeba. Przy Michalinie też pani panikowała, a nie było powodu. No tak. To skype. To następnym razem się odwdzięczę. Tylko nie czyszczeniem, błagam, bo to nie może być wyraz wdzięczności. Ała.

Jeszcze jak obkupiłam się jak redaktor naczelna Avanti, to okazało się, że jednak aż tak bogata nie jestem. Kraina paradoksów. A w przerwach ścieranie się o poglądy i próba znalezienia się w sytuacji, w której udowadniają ci, że nie możesz myśleć tego, co myślisz, a jeśli tak naprawdę myślisz, to chyba nie myślisz. Niestety –  nie wiem, jakim cudem, ale wiem, co myślę. Przykro mi.

Podsumowując, czuję się, jak w teledysku poniżej. Zwróćcie uwagę, jaki jest piękny, błyszczący i jak bardzo nie ma paska na dole z napisem, że jeśli ci się podoba, wyślij sms….No i nie wiem, co robić, gdy wrócę. Pewnie to, co już robię. Tylko inaczej. Zwłaszcza, że dostałam jeszcze jedną taką propozycję i……

E.

6 komentarzy

  • Czyli wizyta się udała 😛

  • Anna

    No tak. Czas na życie chcesz mieć. To mnie odwiedź, bo ja teraz mam.

    To może na narty skoczymy?
    A, jasne. fajnie było.
    To gdzie na kolejny urlop?
    O, popatrz, jakie śliczne spodniaszki, kupmy małemu. I ta sukienka, dla następnej dzidzi.
    Ale jeszcze nie ma pewności, że ta dzidzia jest dziewczynką, nie kupuj jeszcze sukienki…
    oj, a taka śliczna.
    Muszę jutro jechać do…
    to nie jedź.
    Ale muszę.
    Nic nie musisz, nie chcesz to nie jedź.
    Ale kasa..
    Ale co kasa?

    No właśnie, ale co kurwa kasa, no co????? Wolę pracować. Dużo. Bo kurwa lubię. I wtedy płaczę, że chcę mieć czas na życie. A jak mam czas na życie, to patrz wyżej.

    I leży mi całe Parabellum, zacząć nie mogę. Mróz mi się znudził chyba, blog mi się nudzić zaczyna. To boli. Pomóż. Proszę.

    • E.

      Jest luty, najgorsza pora roku. W lutym nudzą się blogi, zimy – nawet tym, którzy je lubią, ale zima od października to przegięcie dla normalnego organizmu – a nawet własne stopy nudzą się w lutym i makijaż, bo ciało mówi dość. Nie mówię wciąż o moim, moje wrzeszczy, to inna para kaloszy.

      Co do kasy – przecież wiem. W głupi tydzień wydałam jak idiotka i na myśl, że jadę jeszcze do Krakowa aż mnie mrozi. Więc ja tak gadam sobie a muzom…

  • Zawsze zazdroszczę tym, co nie wysilając się zbytnio ani nie nadwyrężając kieszeni dają coś ludziom, czego tamci potrzebują, a oni, ci ludzie, z wdzięczności wyciskają im wągry, albo szyją kieckę…
    Najlepszym przykładem był nasz Wielebny. Przecież i tak codziennie odprawiał mszę, ale jak ją odprawił w intencji naszej góralki, to cała wieś jej zazdrościła, ona chodziła dumna jak ten paw, a on miał kwaterę za friko…:)
    A ja co? Nie mam co zaoferować, mnie nikt niczego nie chce wyciskać za darmo…. :-((((((((((((((((
    Niech mnie ktoś przytuliiii……

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *