Nic nas nie kręci, nic nie podnieca

Ostałam ci się ja pusta w środku, jak pozbawiona mózgu z założenia wydmuszka jajka. Nie, nie oczekuję współczucia, ani rad, chcę tylko ostrzec wszystkich, którzy mają równie głupie pomysły co ja: nie idźcie tą drogą!

Lubię wszystko to, co robię, system „pracuję na umór dziś, jutro mam wakacje” ma swoje zalety i będę go bronić, nie umiałabym pewnie nawet zrezygnować z niego, ale… ale nawet nie o to chodzi, że każda szybka kawa to warstwa nałożonych na siebie zaległości. Nie o to, że zaczęłam weekend dokładnie o 23.39 w niedzielę, bo zaoczni, bo korki, bo to i tamto. Sama chciałam, sama mam, proszę bardzo. Więc nawet nie nerwowe i nieustanne zerkanie na zegarek jest problemem (bo przecież między 13.20 a 13.45 mam czas na przekąskę i wydruk materiałów), ale to, że nie robię rzeczy swoich. SWOICH.

H. siedzi przed kompem od rana do rana, jako i ja. Zerkam mu przez ramię i widzę ciąg tajemniczych znaczków, szeregi ślicznych kwantyfikatorów, znaki nieskończoności i odwrócone do góry nogami mrówki, czy co to tam jest właściwie… Przypominam sobie o wygranej na wydanie tomiku i uśmiecham się, głaszczę po głowie, nie mogę się doczekać, kiedy zaczniemy redakcję, korektę, to i to i to. Ale i to i to i to oddala się w czasie, bo przecież… i od początku.

To tylko zmęczenie. Ale postanowiłam sobie w zeszłym tygodniu: dość. Poszliśmy do teatru na „Komedę”. Po 45 minutach zarządziłam absolutnie, że wychodzimy, bo ja nie będę tracić czasu na taką beznadzieję. Wyszliśmy. Kilka dni później poszłam z Martą na „La La Land”, kupiłam sobie nawet Colę, której nie piłam ze cztery lata. Po 15 minutach już chciałam powiedzieć głośno i piskliwie, że nie wytrzymam, ale na szczęście zaczęło się coś dziać i działo się do końca. Ale tego pierwszego kwadransa im nie wybaczę, a że film jest dla mnie zamkniętą całością, to nie mogę piszczeć z zachwytu, choć tak, byłam wzruszona, jest nieoczywisty i zaskakuje.

Do moich ferii dwa tygodnie. Dwa. D-W-A. Będę leżeć i czytać książki i jeździć po mamę do pracy i namawiać tatę na łyżwy i pić wino i chodzić na basen. Szkoda, że tylko tydzień, ale zawsze coś. W ten tydzień przemyślę wszystko, co uciąć, jak żyć panie premierze. Jak wydobyć tę godzinę dziennie dla siebie na rzeczy, które inspirują, które fundują życie…

Postanowienie na przyszły rok: nie brać zajęć w niedzielę!

Wrzucam wiersz adekwatny. Swoją drogą dopóki nie dostanie nagrody to ja się wstydzę nimi dzielić, a potem robię się taką zarozumiałą pewniachą. Gdzie tu logika, panie?


lublin. dolna marii panny

w poezję bawiliśmy się w piątkę
dzieci z dobrych domów umyte
pod pachami. biblioteczki z salonów
mieszczańskich czekały naszego
powrotu. czas drętwiał i nieco nużył
ale rzadko: tylko gdy wiersz czytał
ktoś inny przebieraliśmy nogami
niezależnie od pochwał rzadkich
wyważonych, śmiesznych
do bólu brwi, ale dopiero
dzisiaj.

w życie bawimy się z dala od siebie, ale i tak
jest zabawnie przynajmniej z lotu ptaka
o czarnym poczuciu humoru. dzieci nasze wierszy
nie piszą, nie istnieją nawet, nie wiedzą
o dobrych domach i czasach
gdy niepłodni rodzice mieli
jakiś cel przynajmniej
drogę do domu postanowienie
że ja im pokażę albo że następnym razem
pójdziemy na piwo i tyle, ale to tyle
waży teraz wiele ogromnie dużo, budzi
przestrach, obmacywanie własnej twarzy
rękami ciężkimi od znaków zapytania:
co teraz, dokąd
dokąd. i dlaczego nie tam.

8 komentarzy

  • Anna

    co teraz, dokąd, dokąd. i dlaczego nie tam

    czy, jeśli uczynię to na jakiś czas swoim mottem, to mnie zabijesz wirtualnie czy uświęcisz?

    A swoją drogą, Twój H. to co, matematyk, fizyk czy cuś? Bo mnie się wydawało, że on ciebie……ale ty przecież humanistka… ale za dużo nie zdradzam. Logik? Ja może też za dwa tygodnie skoczę na jakiś urlop, ale ja owo pojęcie rozumiem jako totalne upodlenie się fizyczne na jakiś nartach albo coś takiego. Bo życie jest krótkie cholernie, czego niestety doświadczam.

    • E.

      Logika tak, jest wszędzie…
      Urlop w sensie wakacje to dla mnie też wykończenie samej siebie fizyczne, rowery zawsze, poniewierka i szkorbut, tak. Ale Lublin to właściwie nie urlop, to taki… niebyt.
      A co do zabicia vel uświęcenia, no przecież… to oczywiste jest 🙂

  • Anna

    jeszcze mi do głowy przyszedł topolog. A to LaLa coś tam to sama nie wiem…

  • Wypocznij w Lublinie i miej dobry czas… a film obejrzę, chociaż odkładałam go w sobie już ze trzy razy i wymigiwałam się od kina. No dobrze. Kisses

  • Od kiedy powtarzam jak mantrę: podnieś ceny. Będziesz pracować mniej za te same pieniądze. Albo większe. Trzeba się szanować.
    Jeszcze cię M. nie wychowała?
    Wiem, masz zobowiązania. Ale nie bierz nowych, a jak cię znam – bierzesz.
    Zazdroszczę tym, co przed urlopem. Ja teraz muszę pociągnąć do maja, a ten termin wydaje mi się jakiś nierzeczywisty… Czy człowiek żyje tak długo?

    • E.

      Helen, ale dzięki temu masz dużo czasu, aby się cieszyć czasem przed urlopem :D:D
      Ja też po tym lutowym – maj. A nowych może nie biorę, bardziej nie umiem odmówić „A proszę pani, a możemy, bardzo proszę dwa razy w tygodniu”, skoro ja widzę, że musi to to przyjść dwa razy w tygodniu :/
      A nowym podniosłam trochę. Tylko ich nie mam gdzie wcisnąć 🙂

    • To ćwicz chociaż asertywność przed nowym rokiem szkolnym. Żeby cię znowu nie ujaili ci nowi…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *