Pierwsze petardy 2017

Czytam obecnie mało, nie oglądam, trochę słucham… bo popełniłam gdzieś błąd, nie chce mi się go wyjaśniać, ale popełniłam. Czasowy. Ale jednak udaje mi się nieraz odpalić racę, zostać potrząśnięta, wywalona bebechami na lewą stronę, wchłonięta przez dzieło.

I tak na miano petard pierwszych anno domini 2017, subiektywnych, należą…

 



BOLESŁAW LEŚMIAN ZAŚPIEWANY

 

Między niebem a piekłem, wśród słynnych bezdroży,
Które lotem starannie pomija duch boży,
Stoi karczma, gdzie widma umarłych opojów
Święcą tryumf swych szałów pijackich i znojów.

 

Historia, jakich wiele. Weszłam do Empiku kupić coś na gwiazdkę rodzicom i kupiłam, zadowolona z prezentów wychodziłam i zobaczyłam „Wisława Szymborska zaśpiewana”. Składanka. Ja nie lubię składanek, ale wzięłam. Wzięłam też Miłosza i Leśmiana, bo poza nimi był i Stachura, a ja nie lubię Stachury, oraz Bellon – jak wyżej. Ale tej trójki nie mogłam sobie odmówić.

Najpierw rzuciłam się na Szymborską, bo to Szymborska, ale jakoś tak… no, niektóre niezłe.

Tak, niektóre niezłe. To dobre określenie. Dlatego bez przekonania zmieniłam płytę na Leśmiana i…. Nie wiem, nie wiem. Trzydzieści razy tej płyty słuchałam? Trzydzieści pięć? A mam ją od końca grudnia? Na dwadzieścia utworów nie podobają mi się dwa, ale te pozostałe są… jeśli powiem, że „są wykonane profesjonalne, utrzymane w fachowych aranżacjach od jazzu po muzykę ludową” to gówno powiem, prawda? Więc tak: ja słuchałam raz za razem, ja wymyślałam powód, żeby pojechać kilka kilometrów dalej (ja w samochodzie tylko słucham, bo w domu… kuźwa… nie mam czasu), ja oddychałam głośno i łapczywie, ja mówiłam: nie, nie, nie wierzę, albo tak, tak, tak mi rób, ja nie wierzyłam, że ktoś może tak wspaniale, tak nieziemsko wykonać „Dziewczynę”, a ten ktoś, pod tytułem Agata Klimczak po prostu ją wykonał. I, aha, „Zazdrość moja bezsilna po łożu się miota” też nie została spieprzona, a nawet odwrotnie, to samo z równie ukochanymi „Śmierciami”. To Leśmian pełną gębą, jego zboczenia, poetyckie odjazdy, neologizmy, absurdy, świat trupów i dewiantów, miłości i tęsknoty, i żalu i bezczasu, zatracenia, upadku, czołgania się, smakowania cielesności, widzenia ponad chmurami…

Tu macie próbkę: próbka. Nie podoba mi się tylko 8 i 13. I to, że nikt nie połasił się, nie porwał na „Jadwigę”. Załączam „Jadwigę” na poprawę humoru:

Jadwiga

Cień za cieniem się ugania, a motyla motyl ściga, —
Rozpłakała się w lesie niekochana Jadwiga.
«Raczej ciało niepieszczone wilkom rzucić w bór za borem,
Niż nie znaznać pieszczoty choćby nawet z potworem!» —

I wypełznął czerw spod ziemi zwilgotniałym pyskiem czynny.
«Ot ja ciebie popieszczę! Ot ja właśnie — nikt inny!»
Obejrzała się na drogę i na tuman poza drogą.
«Oprócz ciebie na świecie nie mam, czerwiu, nikogo!»

Legła przy nim na murawie, głowę wsparła o kamiążek,
Miała kilka pierścieni i łez kilka, i wstążek.
«Otom — twoja! Pieść do syta! Nie szczędź w lesie mego ciała!
Jam tu przyszła nie po to, bym się sama ostała»…

Wiatr warkocze jej z ramienia na to drugie ramię przesuł,
Ona była nieswoja, a on rad był i wesół.
Pyskiem własił się i włudził w piersi wonne jak dwa jabła,
Aż Jadwiga stęknęła, aż Jadwiga osłabła.

Krew jej w głowie zahuczała pogrzebnego echem dzwonu,
A to była choroba — i już blisko do zgonu.
«Inni boją się miłować krwi schorzałej szaleniznę,
A ja nawet potrafię kochać ciała zgniliznę!» —

I przeniknął pieszczotami bezpowrotnie aż do kości, —
Nie, — nie było na świecie tak niesytej miłości!
Nie wiadomo, co za szumy z czasu w bezczas zaszumiały,
Gdy obnażył się w słońcu szkielt biały, bo — biały!

Maj był w lesie i na polu i opodal — na rozstaju, —
W maju działo się właśnie — tyle jeno, że w maju.
Słychać było, jak w gęstwinie wiatr się krząta i chrabęści, —
Tedy szkielet poskoczył i zacisnął swe pięści!

— «Powiedz, czerwiu, gdzie jest tysiąc obiecanych w niebo ścieżek»?
A on tylko popatrzył — i nic nie rzekł, nic nie rzekł…
— «Powiedz, czerwiu, czy Bóg widział moje męki, moje żale?
I czy jest On w niebiosach, czy też nie ma go wcale?» —

A on zadarł pysk ku niebu i mackami wzruszył dwiema
I pokazał na migi, że go nie ma, bo — nie ma!
Więc ku snowi wieczystemu uchyliła nieco czoła
I spojrzała w zaświaty, a tam nicość dokoła!

A tam — nicość, rozścierwiona od padołów aż do wyżyn!
I tańcował, i śmiał się biały szkielet Jadwiżyn


MAUS, Art Spiegelman – nowe wydanie

 

Płakałam. Chowałam się pod kołdrę. Szeptałam „Kurwa, nie…”. Patrzyłam w sufit. Nie mogłam spać.

I nie, nie zamieniłabym tej lektury na żadną inną… I nie, nie wyjaśnię dlaczego. Nie umiem. Człowiek się katuje, ale czuje, że to katowanie ma jakość dodatnią, okrutną, ale nieporównywalną z niczym innym.

Maus

17 komentarzy

  • Żeby nie było, że po dwóch tygodniach… Oszczerstwo zresztą.
    Dziewczynę wielbię od lat, nawet zamówiłam sobie u jednego Rosjanina tłumaczenie, żeby zobaczyć, jak też sobie poradzą z przekładem. Dostałam jakieś oficjalne tłumaczenie, które następnie dałam do przeczytania Rosjance (wraz z polskim tekstem), mówiącej biegle po polsku, żeby porównała.
    Oczywiście, nie poradzili sobie. Przełożyli to byle jak, aby sens był, a takie zwroty jak „wobec skarlałych w nicość cudów” w ogóle nawet nie zaistniały.
    Tak to jest tłumaczyć Leśmiana…
    Chciałam sobie płytę od razu kupić, ale empik się zbiesił, znaczy ich strona. A o pożyczenie nie poproszę, bo to trzeba mieć w aucie. Ja też tylko tam słucham:))

    • E.

      Empik jest zasadniczo jakąś parodią, a właściwie był nią do grudnia… Czyli do wtedy kiedy kupiłam serię Leśmiana i spółki oraz kilka filmowych cudowności, które tak ładnie wyglądają WCIĄŻ w folii…

      A „Dziewczyna” jest tak niesamowita, że właściwie to nawet jest już forma mainstreamu, że się ją uwielbia. Z płyty, jeśli kupisz, zwróć uwagę też na „Śmiercie” i na… i na kilka innych.

  • Ja książkowo zaczęłam rok z rozmachem… ale niestety własnie dobry czas dla książek i u mnie się skończył. Mam siły na cztery pięć kartek przed snem. W dodatku czytam same zaległości, tzn takie książki które już dawno powinnam była przeczytać. Teraz Tyrmanda mam przy łóżku, biorąc pod uwagę jego objętość, może mi z nim zejść do wiosny. Ale to nic.
    Z brakiem czasu, tak już jest. Wkurza mnie jego brak ale bardzie wkurza mnie kiedy zdarza mi się go marnotrawić.
    Leśmian to wiadomo… Leśmian. Może i ja wejdę w progi Empiku po te płytę, chociaż z łachą, niechętnie i okazując lekceważenie tej… księgarni :))) bo już dawno nic mnie na 30 razy nie wkręciło a Łesmianowi może się udać. Ostatni był Tuwim i Chrystus miasta Buldoga. Na okrągło i bez „mam dość” działało. 🙂
    A Mausa pewnie tez kupię bo recenzja Twa… No boska jest! 🙂

    • E.

      Szmira, ja po opublikowaniu wpisu uświadomiłam sobie, że zapomniałam napisać: „Dziękuję Ci kochana moja Szm. za BULDOGA, którego skatowałam tyle razy, że jakaś odmiana się przydała wreszcie, ale wdzięczność i tak moja do końca życia dla Ciebie z tego powodu będzie”.
      (Do tej rangi wolnego po-e-ty…)
      A Tyrmand u mnie też zalega, więc piąteczka razy sto. I pierdyliard innych rzeczy rzecz jasna 🙁

  • Łesmianowi?? Co ja mam za klawiaturę?? 😉

  • Anna

    Od kilku dni tu zaglądam, i myślę. Bo gdybyś tylko o Leśmianie, to problem żaden – mały ci on był, wcale nie piękny, a zjawisko przeogromne, i lep na kobiety, i w ogóle światło jakies takie. Jak ktoś to jeszcze wyśpiewa… no to jest świetliście i zjawiskowo. OK.

    Ale musiałaś to Maus dorzucić. No musiałaś. Nie trawię niczego o wojnie, no nie trawię, ale jednak zaglądam w różne takie, czasem tylko, ale zaglądam. I cierpię. Tu nie wytrzymałam. Tylko łzy. Nie chcę łez.

  • O! Moja droga… Byłam zakupiłam Lesia i stwierdzam iż ty wcale się nie znasz! Na muzyce a i może nawet na poezji też! Jak mogłaś nie wspomnieć o Szewczyku? Hę??? Że ten trud twórczej mocy pośród daleczejącego sierpa księżyca cię nie ruszył??? Że w szyciu najważniejsze jest szycie! to dla Ciebie nic??? :))) Dziewczyna owszem ale dopiero po Szewczyku. No przynajmniej na razie, bo jednak dziewczę zyskuje przy każdym przesłuchaniu.
    Boska ta płyta… I wiesz, ja bym nigdy sama nie przystanęła przy takiej kolekcji… Od razu bym ją z buta w myślach potraktował jako takie tam, pewnie na szybcika robione i byle jak i od sztampy… A teraz jeszcze Julka chyba sobie kupie i Staszewskiego. Bo Staszewski to moim zdaniem wielki niedoceniony i zasługuje na coś więcej niż marne pseudo „tata Kazika”, chociaż zdaje sobie sprawę, że gdyby nie Kazimierz, Stanisław pewnie wcale by nie zaistniał w mojej świadomości.
    AVE! Lecę słuchać encore.
    Aha!
    I jakby Ci kiedyś bateria z dyskmena wyleciała do gorącej wody w wannie, to się nie przejmuj. Będzie działać dalej a wolty w niej zamieszkałe są zupełnie niegroźne.

    • E.

      Najpierw mi serce zamarło z przerażenia, ale potem odetchnęłam z ulgą – jednak się znam trochę, bo o „Szewczyku” nie napisałam w pewnym sensie przypadkowo, ale przy nim piszczałam także, wzdychałam i wzywałam imienia Pana Boga nie swego nadaremno. Pisałam o „Dziewczynie” bardziej przez to, że to taki jakby poetycki szlagier, napisany regularnym, banalnym w sumie rymem i ciężko moim zdaniem stworzyć melodię oddającą magię słów. A „Szewczyk” jest tak szarpany, że daje pole do popisu – chyba. A może na odwrót? Ale Szewczyk tak, tak. „Panna Anna” też niezła, ale inaczej, bardziej zabawna, bez dreszczy.

      Żałuję, że napisałam, które mi się nie podobają, jakbyś wcześniej poinformowała mnie, że tak szybko kupisz płytę, kazałabym Ci zgadywać.

      Co do serii – nie dziwi mnie. Ale przeglądałam te płyty w Empikowym nic i myślałam, no ej, what the fuck, tu nic nie ma, o bez przekonania wzięłam te trzy rzeczy z serii i wcale poza Leśmianem zachwycona nie jestem. I Tuwim też może zawieźć chyba, jakoś… jakoś w Broniewskiego wierzę, ale jeszcze zafoliowany. Zrobiłam sobie przerwę od poezji i wzięłam do Fordzisława Portishead.

      Co do Staszewskiego – nie wiem. Wiesz, poza tym, że płyty „Tata Kazika” są dla mnie obłędne również, to ciekaw jest to, że raz usłyszałam Staszewskiego teksty na płycie Kaczmarskiego „Bankiet”. Płyta starsza niż „Tata Kazika”. I… no kompletnie, kompletnie!!! To jakby Pożar w burdelu zabierał się za Tetmajera. Super inteligencja zupełnie nie pasująca do innej super inteligencji, nie ten klimat, nie to zrozumienie tekstu, nie wiem, jak to nazwać. Tak jak zobaczyłam, że Celińska na płycie z Tuwimem ma śpiewa Walc Grande Brillante i zupełnie nie mogę ich pogodzić. Ale obaczymy. Albo zobaczysz. I mi powiesz.

      • Nie szkodzi, ze napisałaś bo się nie zasugerowałam. 13 – nie jestem na nie ale 8 okropna jak i 2. Ósemka mi „starym dobrym małżeństwem” zalatuje okrutnie a dwójka tą manierą Sojkową. No ale nie dziwne, że zalatuje bo Sojka aranżował ten kawałek a ja za Sojką nie bardzo bardzo… I jeszcze jest 5, która na początku brzmi Sipińską ale tylko na początku. Zazdrość bardzo i tam na rzece jeszcze Ale Szewczyk ponad wszystko inne. Kocham go!

        Z Tuwimem zaczęłam się łamać, bo chyba większość mi znana. A walc brillante… słyszałam wiele wykonań, niektóre nawet niezłe ale Demarczyk swoim wykonaniem przekroczyła jakąś granice, której nikt na razie nawet nie musnął. Tylko ona wyciągnęła z tego tekstu cały ten tragiczny romantyzm odklejonej podeszwy. Chociaż Celińska… O! Możesz jej nie doceniać. Własnie przypomniałaś mi o jej atramentowej płycie, którą zamierzałam kupić. Ta kobieta ma moc i jakąś mądrość w sobie. Tylko takie śpiewają naprawdę:) Chyba…
        A popatrz (i posłuchaj) tu:
        Bardzo lubię myśleć, że śpiewa o sobie ( jest alkoholiczką, nie pije.)
        https://www.youtube.com/watch?v=VqYcAKYsWgs

        A Staszewskiego słyszałam tylko w wydaniu Kazika. Poszukam zatem tego Kaczmarskiego. Rzeczywiście rózne mądrości i może być… Dziwnie? Chociaż podobne losy. Częściowo. Tzn… podobne nie przystosowanie do świata, za które ja mogę egoistycznie tylko dziękować.

        • E.

          Ty popatrz, znowu byłoby szybciej zadzwonić, ale tak jest więcej frajdy…

          Ósemka jest najgorsza właśnie przez konotacje a la SDM, Wolna Grupa Bukowina i przepraszam, czy ten pan ma coś w buzi? Choć akurat „W zakątku cmentarza”, nomen omen SDM, im całkiem wyszło. Jak na SDM. Ale oni to w ogóle Stachurę śpiewali, a jak wiesz, ja i Stachura… Nein.

          Z Garbusem mi nie pasuje na wesoło. Słowa do melodii, choć sama aranżacja jest całkiem spoko. Dwójka mi się podoba akurat. A co do Soyki – to pewnie znasz, bo weź tu tego nie znaj: https://www.youtube.com/watch?v=jqI7fyCDRdk

          O Kaczmarskim mogłam wyrazić się nieprecyzyjnie. To „kompletnie” jest negatywne – mimo mojej miłości do J.K. ogromnej i znanej wszak. Więc nie, nie szukaj, Bo właśnie tak są dwie różne mądrości niekompatybilne. Hiper intelektualisty, ironicznego, ale wrażliwego jak membrana i intelektualisty z twardymi piętami a la inżynier z Petrobudowy. Obydwie postaci wspaniałe – ale oddzielnie.

          Walc Brillatne – dzięki za podsumowanie. Tak, akurat Walc Demarczyk zniszczyła, bo nie wolno nikomu innemu tego śpiewać. Ale już Tomaszów czy coś tam – bez przesady. Niech próbują.

          Przy okazji: ja lubię Celińską, choć Warszawa mi się nie podoba, dla mnie tak mógłby każdy: wyrecytować. Tak jak nie rozumiem zachwytów nad Umer, jak ją bardzo lubię tak nie i nie… Poza „Panie panowie” może i „Portofino”. Ale – wracając do C. – Atramentową mam, słucham i lubię.

          • Znam! Ale ja Sojki nie lubię w taki sposób, że nie mogę się z niego śmiać. Ale Stuhr może za mnie! 😀

            Ad Celińska – bo to jest do patrzenie też! do słuchania i patrzenia. Poza tym, że w scenografii tandetnie (ale mnie się podoba)rozwieszone pranie wokół starego podwórka to ludzie z psami, na wieczornym spacerze, nie statyści ale prawdziwi, chyba. a ona taka… niedzisiejsza. I spiewa tekst Muńka który znam doskonale ale o zupełnie innych rzeczach śpiewa. Ale jak Ci nie weszło. To po ptakach. Atramentową na spotify przesłuchuje. Jednak tak.

            Ad Kaczmarski vel Staszewski. No bo Kaczmarski nigdy nie był królem życia chyba i… płytko śjakoś to wyszło. Bankiet jest na tubie – to sobie odsłuchałam wczoraj. Nie… Kaczmarski jednak zupełnie inaczej nosił życie. Z większym niepokojem??

            Ad Umer. Owszem przyjemnie się jej słucha. Ma miły głos, ale nigdy mnie nie zachwyciła. Może dlatego, że w niej samej jest coś co mi nie pasuje.

            Ad. Garbus. Aranżacja… no tak, fakt – zrobili z garbusa błazna, ale ja dopuszczam taką interpretację – tzn w samej sobie dopuszczam 😉
            W zakątku cmentarza słucha się ok. Ale… Z tym zakątkiem to muszę Ci podziękować za inspirację.
            Dziękuję za inspirację.
            Bo jakieś dwa trzy tygodnie temu, zrobiłam zdjęcie dwóch osbonych grobów Henia i Frani, nomen omen – Borutów :))) I Frania miała mniejsze łóżeczko, bo zapewne była niższa a Heniek większe i co za tym idzie miał tez większą kołdrę śnieżno – puchową. I spodobali mi się bardzo ale nie wiedziałam co tak dokładnie mam na tym zdjęciu. I co oni tam są, nie mogłam wymyślić. Aż tu MASZ! śmierć wtórna – toż ich własnie sfociłam :))
            Chociaż akurat tu, to mnie aranżacja nie pasuje bardzo. Bo mimo, ze słucha sie fajnie, to jednak gorzkimi żalami i żałobą zalatuje. A ja nie tak ich tam widziałam. Bo ja w ogóle nie tak widzę cmentarze! 🙂
            O!
            A telefon nie… Jeszcze bym Cię mogła o pogodę zapytać albo coś. Tak jest zdecydowanie lepiej. No może jeszcze kiedyś… w Lublinie… na wiosnę może? Albo na jesień… ;))

  • E.

    No to wszystko wiadomo, podsumowanie Kaczmarskiego właśnie dobre. Nie był. Kiedyś H. podsumował: „Nawet jak on ma bardzo śmieszne teksty to to nigdy nie jest śmieszne”. Chyba w tym rzecz.
    Ps. Z telefonem żartowałam bardziej niż się wydaje, nienawidzę rozmawiać przez tel. Szczerze i nadmiernie.
    Lublin wiosną, bo ja wiosną w nim przesiaduję, późną. Pracuję w dużej mierze sezonowo, tu. Jak nie pracuję, to jestem tam. Chociaż… mam ferie, robię sobie tydzień urlopu. 9 lutego. Do 17. Jak będziesz przez LBN przejeżdżać, to czekam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *