Odnalezienie

red-background-awesome-luxury-bb

 

To nie tak. Przez maleńką sekundę nie planowałam zniknąć na MIESIĄC. Naprawdę. Zapętliłam się tylko w swoich osobistych radościach, najbardziej pracowitych tygodniach życia oraz publicznych lękach: kiwaniu się, obawie, irytacji. Dotyka mnie już ta macka. Lata pracy – chociażby nad materiałami maturalnymi, ale oczywiście nie tylko – kierują się w stronę tajemniczego kierunku pod tytułem „niwecz”. Bo zmieniona lista lektur, bo zmienione tamto, sramto, owanto. Boję się czytać, boję się przyszłości, boję się chaosu roku przyszłego, boję się, że rozpadać się będą osoby, z którymi współpracuję, ich organizacje pozarządowe, instytucje kultury… Boję się, że wszystko się skończy, że zamiast migotliwej czerwieni będzie tylko szarość w popielate pasy.

Robię swoje na razie, nie czuję się dobrze, nie mam siły na siłownię, chcę się położyć do łóżka, ale nie mogę wyjść poza krąg zobowiązań i paniki, żeby teraz narobić jak najwięcej, bo przecież nigdy nie wiadomo, co przyniesie jutro. Jaką ustawę.

Jeżdżę też, na Pulsie Literatury byłam, bo wygrałam, dzielę się wierszem, choć w kontekście migotania pierścionków zupełnie nieadekwatny, bo do powiedzenia nic mądrego nie mam, nic. Obiecuję tylko powrót do regularności, do formy, do pisania, do odwiedzin, do siłowni, do nadziei, optymizmu, cieszenia się szczęściem, które jest takie namacalne, takie moje, takie teraz. Takie niszczone…

saturn nienasycona

każdego dnia o dwudziestej
pierwszej jestem ministrem g.
słyszę jak on krzyk zarodków
choć nie chcę. zatykam uszy i biegnę
biegnę w stronę torebki
z której dochodzi dźwięk
alarmu.

tabletki lśnią w grzecznym rzędzie
jak mali uczniowie w ławkach:
ręce przed sobą, policzki na boki.
znów jem twoje dzieci, mówię
głośno, choć może przestanę
kiedyś – jak już mnie pokochasz
kupisz mieszkanie, od biedy
przyczepkę i zacznie się okres
wielkiego tulenia. mali straceńcy
z byłych opakowań zerkać może będą
z zazdrością na nasz
świat. na bezbronnie machanie skrzydełkami
odmacham a potem zrobię prawdziwą
kolację.

7 komentarzy

  • Twój wiersz bardzo… Tak, tak… Ja nie robię kolacji, ani śniadań chłopakom do szkoły nigdy nie robiłam. A powinnam była. Minister tak chciał zapewne. To w ramach solidarności :))Na tym powinnam zakończyć ten komentarz. A jednak „krew” Rymkiewicza między wierszami wyżej się rozchlapuje i psuje wszystko. Nie kładziesz się jednak do łóżka… To dobrze.

    • E.

      No rozchlapuje cały czas i mi tak przeszkadza, tak nie mam ochoty na to, żeby mi przeszkadzało, Szmira, zrób coś!!! Ja chcę czytać książki i oglądać fajne filmy, a nie kiwać się i postować na fejsie… No weź, pomóż…

  • Anna

    jestem tobą
    przynajmniej czasami jestem
    i to czyni mnie dumną i spokojną
    wiesz o tym

  • Na szczęście wiem, co kryje torebka i czego chce alarm, kiedy ryczy.
    Tylko godzina się zmieniła… 🙂
    Pewnie smażyłabyś się kiedyś w piekle, gdyby chcieli tam takie jak ty przyjmować. Tam miejsca dawno zarezerwowane dla Rydzyka, ministra G itd.
    Więc porzuć wszelką nadzieję, że się kiedyś porządnie rozgrzejesz… Kurdę, prawie wiersz mi wyszedł…:))

  • Spacje!!! Pamiętam, byłam chora, wręcz leżałam już na łożu śmierci (cóż, pierwiastek męski się uaktywnił), kiedy przeczytałam, że koniec z blogiem. Gdybym była w formie, doszłoby do rękoczynów, słowo daję! Cieszę się i bardzo dobrze, że piszesz, ale też trochę szkoda, że wykasowałaś to, co napisałaś wcześniej – za ten tekst „Znam cię świecie, brutalny chłopczyku…” dałabym się… no może nie pokroić, ale na pewno odstąpiłabym kilka tabliczek czekolady, a to już znaczy naprawdę wiele :3
    I też jestem ciekawa, co będzie dalej w szkolnictwie i edukacji ogólnie. Trzymaj się i nie puszczaj. A gdy pomyślisz, że jest źle to pamiętaj, że są jeszcze studenci, którzy w tym roku będą opuszczać uczelniane mury z uprawnieniami do nauczania w likwidowanych własnie gimnazjach 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *