Fontanna

Nie był istotny powód, powodu może nawet nie było, a może był taki, że wszyscy, większość może, od czasu do czasu musi wyrażać emocje poprzez banał, czyli chlipanie i ostentacyjne ocieranie strumieni wody spływającej z kącika oczu przez płatek nosa do ust i na brodę. Nie różnię się od wszystkich niczym, więc poszłam i ja, pod fontannę, gdzie chlipałam nad życiem i przemijalnością, na zimny bruk, przechodzącego pieska, Warszawę i świat. Noc była, więc psów dużo, ich właściciele w panice wołali, do nogi, do nogi, bo bali się mnie, tego że psy podchodzą i trącają nosem a ja nie mówię tirlipirli piesku, a jaka to rasa, oj śliczny, tylko chlip i chlip. Potem podszedł jeden pan i spytał, czy może czegoś potrzebuję, ale nie potrzebowałam, powiedziałam, że tak sobie siedzę tylko. Pan powiedział, że nieprawda, że nie siedzę tak sobie i mogę mu wszystko opowiedzieć, ale ja nie miałam wiele do powiedzenia, gorzej, wszystko w potencjalnych słowach wydało się tak głupie, że próbowałam i nie wyszło, więc usiadł obok i opowiadał on sam, że alkohol, że praca w bibliotece, że zdrowie, że żona, no i sam zaczął w pewnym momencie tak to wszystko przez nos i tak siedzieliśmy jak para idiotów, potem powiedziałam do widzenia, dziękuję, że pan się dosiadł i poszłam, on został jeszcze, a właściciele wołali na psy, do nogi, do nogi, do nogi.

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *