Najlepszy panieński świata tego

Nie wiem, jak to się stało. Że jest druga rano, a ja nie jestem na rauszu. Nie to, żebym codziennie o drugiej rano na rauszu bywała, nie… Ale chyba cały ten panieński sprawił, że wszystkie promile świata wyparowały, układając się w jedno, wielkie różowe serducho ze łzą wzruszenia w rowku.

Wróciłam i jestem w stanie pisać. O tym, że spotkałyśmy się na ulicy X i zaczęłyśmy dziwnie, od popularnej ostatnio rozrywki pod tytułem escape room. Zanim wyszłam, wyjaśniłam Jedynce, że prośba „Ciociu, ale zabierz mnie ze sobą na ten panieński”, była nie na miejscu, bo „Przecież jesteś facetem”. Wyszła z tego smutna konkluzja, że w takim razie wezmę Dwójkę, ale uspokoiłam, że nie, że Dwójka nie chce, bo ogląda bajkę. Happy end.

Trochę się bałam mieszanki wybuchowej, Rodzona i Nałogi? Równik z biegunem? Żyd z gojem? Jakoś tak? Zagadkę w escape room jednak rozwiązałyśmy, ciekawe doświadczenie. Kiedy wyszłyśmy dostałam informację, że „teraz spacer”.

A przecież byłam na obcasach…

Najpierw był budynek, gdzie mieściła się knajpa Alabama, licealne sylwestry, osiemnastki… Szłyśmy sobie wokół i ja się napawałam samym widokiem i kiedy usłyszałam gitarę i usłyszałam komentarz „Ooo, ktoś gra”, to oparty o ścianę J. naprawdę został przez sekundę uznany mocą zdumionego umysłu za przypadek. Dopiero tekst powoli dochodzących do mnie słów piosenki na temat implikacji i negacji i transcendencji otrzeźwił.

Wgapiałam się w dziewczyny i w J. na zmianę, on dośpiewał, co miał dośpiewać, wyściskał i sobie poszedł. Ja dostałam pierwszą serię pytań na temat H. Część testu oblałam, ale warunkiem uzyskania wskazówki na temat kolejnej części spaceru było uzyskanie 75 proc., tyle miałam. Zagadkę odgadłam i poszłyśmy na Strefę, tam, gdzie przed każdymi lekcjami się widziałyśmy, codziennie, przed maturą też.

To tam związano mi oczy, człowiek ze związanymi oczami prowadzony miastem pełnym turystów (bo akurat w Lublinie Carnival Sztukmistrzów) czuje się jak debil. Czułam się, nie wiedziałam, gdzie idziemy, schody, kraty, zapach, chustka z twarzy zdjęta i jestem w swoim… liceum. Podobno kolejnym punktem programu miał być mój nauczyciel, ale nie dojechał. Mój ulubiony, rzecz jasna i – rzecz zupełnie niejasna – od… religii.

Seriously.

Poszłyśmy (tak, rozwiązałam kolejną rymowaną zagadkę z serii „Gdzie teraz?”) na UMCS, pod Wydział Filozofii. Tak, byłam zdumiona, że następną zadaje mi za pomocą puszczonego w telefonie filmiku… mój własny, prywatny H. Zagadka, której nikt na świecie by nie zgadł, zagadka-kod, nasz, nasz własny, związany przecież właśnie z Wydziałem Filozofii. W ten sposób odgadłam, gdzie idziemy następnie i znalazłam się na kolacji, na której czekała jeszcze jedna przyjaciółka z LO, pozanałogowa, ale jednak. Tam wyjęty został laptop i puszczony filmik. Na mój temat, ze mną w roli głównej. Seria zdjęć, których nie kojarzyłam już, filmików nagrywanych pierwszymi telefonami, wśród nich bezcenny materiał, na którym mówię, że „z tego coś będzie, nie tylko łóżko”. Ciekawe, o kim mowa… Bo ja wiem i jestem szczęśliwa, że wiedziałam to już wtedy.

Nie przesadzacie, dziewczyny? Pytam zdumiona, zachwycona, wzruszona, przejęta. Wciąż na obcasach. Chyba nie, ostatnim punktem programu, po kolacji, była po prostu dyskoteka. Nie, nie polubiłam dyskotek. Chciałam się pobawić, ale po godzinie już mi się nie chciało. Wtedy też spotkałam koleżanki z tak zwanej podstawówki. Ale to już naprawdę przez przypadek. Buty paliły do żywego, a ja byłam tak zmęczona i taka szczęśliwa. Że aż sama nie wiem, czy to mi się nie śniło.

Druga rano. Lublin. Miłość.

E.

8 komentarzy

  • margo

    Wieczór panieński z klasy do klasy, no nieźle.

  • Anna

    A ja straszliwe zazdroszczę, bo w życiu nie byłam na panieńskim – za moich czasów takiej instytucji nie było, owszem, faceci robili kawalerskie czyli popijawę, ale my, dziewczyny, jakoś nic. No i nie miałam własnego panieńskiego, ani żadnej z moich koleżanek tez nie wyprawiłyśmy takiego cudu. Moje córki, i owszem, miały i bywają. Najlepsza jest jedna moja koleżanka, równie wiekowa jak ja – poszła na panieński swojej córki, nie dając jej w ogóle możliwości odmowy. Jak dla mnie straszne.
    A ta twoja impreza…ech… no naprawdę zazdroszczę tak pięknie…

    • E.

      Ale… że… i co? Piszczały przy niej i opowiadały sprośne dowcipy? Masakra.
      A sobie to i ja zazdroszczę, naprawdę. Gdyby nie Nałogi to bym była sama na wieczorze z siostrą. Chociaż może miałabym inne koleżanki, nie wiem. I nie wiem, czy z innymi by mi się chciało.

  • Karol

    oby to był ostatni panieński w twoim życiu, którego jesteś główną bohaterką.

  • Czasem warto wyjechać ze swojego matecznika, żeby tak intensywnie poczuć powrót… Co nie?
    Byłoby tak samo, gdybyście się spotykały przez ostatnie 2 lata na okrągło?

    • E.

      No niby tak… byśmy się nie widziały raz na trzy, cztery tygodnie tylko raz na dwa pewnie 😉 Ale warto się pocieszać, że gdyby nie wyjazd…… 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *