W miłości nie ma socjalizmu

Zaczniemy od absurdu, do którego ciężko mi się nawet przyznać, ale spróbuję, bo wszyscy mówią, że tłumienie jest złe.

Historia spod trzepaka

No więc uczę między innymi w szkole i patrzę, jak zmieniają się dzieci w klasie szóstej, gdyż zasadniczo patrzę – w metrze patrzę, na ulicy patrzę, na siłowni patrzę i podsłuchuję też, ze wszystkich sił. I ostatnio z patrzenia i słuchania wynikł pewien fakt: że Kacper lubi Amelkę.

Imiona zmienione na wszelki wypadek.

Poczułam się, jak ćwierć wieku temu: nie mogłam uwierzyć. Dlaczego akurat Amelkę? Ba, powiem więcej, wiedząc przecież, że przygląda mi się szereg psychiatrów z miasta stołecznego Warszawa i niewiele się przed nimi ukryje: poczułam zazdrość. Tę samą, którą czułam właśnie przed laty. Dlaczego właśnie ją? Milczącą, ze wzrokiem wpatrzonym w siną dal, powiedzmy sobie szczerze dość bez polotu wpatrzoną w tę siną dal. Wokół są przecież Gaja, Maja i Kaja, wesołe, ładne, szalone i błyskotliwe, czytające książki i zainteresowane lekcją. Ba, przecież sam Kacper jest błyskotliwy, czytający książki i zainteresowany lekcją i lubię go, szczerze go lubię. I chyba dlatego byłam zawiedziona, bo zazdrosna – w imieniu Gai, Mai i Kai. W imieniu własnym i rodzącego się buntu i bólu serca, wtedy, pierdyliard lat temu, kiedy moje piersi nie osiągnęły jeszcze obecnego rozmiaru i właściwie nie myślałam o Jacku i Placku jako o kandydatach na pierwsze przytulaski. Nie myślałam, ale kiedy dowiadywałam się, że Jacek i Placek po każdej przerwie spędzonej ze mną na trzepaku, siłowaniu się, ze wspólnymi żartami, dzieleniem się kanapkami i ciekawostkami z życia płazów, idą do Żanety i Anety, żeby na nie popatrzeć i podotykać niby mimochodem tu i ówdzie, był to cios. Bo ja wtedy nagle stawałam się dalece nieinteresująca.

Każdego dnia, o każdej godzinie.

Poznawałyśmy chłopaków, ja i M., ze mną rozmawiali przez świętej pamięci telefon stacjonarny, ale to z nią chcieli tańczyć wszyscy tego pieprzonego poloneza. Jacek miał inną parę, mój Jacek! I jego kolega Placek, też. A ja stałam i rozglądałam się wokół, myśląc, co u diabła, i nie chcąc mieć za parę Tomka, który nie wiedział, gdzie leży Rosja.

Tak, to był dramat.

Sprawiedliwość społeczna to kłamstwo. Miłość to kłamstwo także

H. mówi: i co się dziwisz? Kim ty sama się wtedy czułaś? Kobietą? Czy koleżanką. Koleżanką, odpowiadam nadal obrażona. Mimo, że z czasem coś tam się zmieniło, coś urosło, coś się przekręciło, kosmyk włosów sam zaczął nawijać się na palce, uśmiech zastąpił szczerzenie zębów, nie wiem. Albo hormony zaczęły walić drzwiami i oknami vel porami skóry wszystkimi. Tylko że sprawiedliwości jak nie było, jak nie ma.

Zdanie „W miłości nie ma socjalizmu” wypowiedziała kobieta mądra, inteligentna i dość znana, z którą przypadkiem jechałam Fordzisławem z Olsztyna do Warszawy, bo nie chciała festiwalowym mercedesem z kierowcą. A ja zapamiętałam jak chińskie przysłowie. No i, właściwie, dlaczego niby właściwie miałby być…?

Dlaczego oczekiwać, że jeśli zachwytem darzy się osobę X, osoba X będzie darzyła zachwytem mnie? Albo szacunkiem? Albo pożądaniem, o ile w kontekście „pożądania” można mówić o darzeniu. Miłość nie jest sprawiedliwa, niecierpliwa jest i szuka poklasku. Trudno. Wprawdzie daje hektolitry szczęścia, ale każe się tak strasznie ze wszystkim mierzyć…

A właśnie mierzyć nie wolno: ja ciebie w stu bajtach na kilometr kwadratowy, a ty mnie tylko w siedemdziesięciu, dlaczego? Bezsens, ale można zaakceptować. Nie można natomiast zaakceptować braku innej miłości, choć można już ją mierzyć, miłość własną, której się uczę za pieniądze i której mi wciąż tak brak.

Bo właściwie ja cały czas mam żal do Jacka i Placka. I wciąż czekam aż on mi minie, kładąc dłoń i na biuście i czekając, aż odnajdą mój numer i zadzwonią, aby powiedzieć, że się mylili.

14 komentarzy

  • Ciekawe jak to tutaj działa.. Przejrzałam, co pisałaś wcześniej (po tytułach, bez przesady, nie czytałam dokładnie ;-)) coś o Lublinie było.. A ja byłam właśnie Na Nocy Kultury, ale krótko tym razem, bardzo krótko, do dziesiątej zaledwie, byłam padnięta na pysk…

    • E.

      Pffff, a co złego w czytaniu dokładnym? 😉
      A na serio: tegoroczna NK była chyba dla mnie najlepsza od lat. Pierwszy raz miałam sensowną ścieżkę 🙂 Następnym razem dawaj znać, bo zawsze staram się być.

  • No cóż, wyskoczył error i klops 🙁

  • Anna

    usłyszałam kiedyś o sobie, w kontekście faceta: z takim czymś???? Żeby całkiem nie umrzeć, zaczęłam szukać , w czym jestem dobra, skoro on jest z takim czymś…
    nie ma w miłości sprawiedliwości, socjalizmu, poprawnosci politycznej, może nawet niczego nie ma. A na imprezach nauczyłam sie mówić, że ja nie tańczę. Bo lepiej nie tańczyć z własnego wyboru, no nie?

    • E.

      Myślę, że najtrudniej nie umrzeć (też kilka razy byłam blisko) i zbilansować ten dziwny i paradoksalny mariaż kompleksów z poczuciem wartości ocierającym się nawet o zarozumiałość… 😐

  • Oj, zabolało… Wzbudziłaś ten sam ból, który mi towarzyszył od późnej podstawówki do początku liceum, kiedy z powodów zdrowotnych zewnętrznych cech płciowych nie dało się znaleźć nawet przez mikroskop, więc dla chłopaków byłam przezroczysta… A do tego rodzice wbili mi w głowę, że dziewczyna musi się szanować i tratata…
    W efekcie ani kobieta, ani kumpela ze mnie nie była. Nie dość że bez biustu, to jeszcze wyniosła jak królowa angielska, zarozumiała. :(((
    A mnie się serce rwało, żeby powiedzieć „Cześć” do kolegów z klasy, ale dziewczynka musi się szanować…
    Boże, gdzie ty wtedy byłeś???
    Może dorosłość jest przereklamowana, ale młodość, czytaj dojrzewanie, to już bardzo, bardzo…

    • E.

      Ło Jezus, toż to jeszcze gorzej :(:(
      Ja przynajmniej trochę ubabranych kolan z tego miałam, a w liceum dużo fajnych płyt i buntowniczych rozmów o religii, no i kontakty z chłopakami w sumie do dziś, nawet do Kołobrzegu przyjadą, chyba bardzo zdziwieni, że ktoś chciał :/

  • czesia

    zatem od początku po raz kolejny: najpierw imiona. Pamiętam Basię, Emilkę, Jarka, Darka,. Kto by teraz tak dzieci nazywał:))? I ich wybory, które mnie wprawiały w osłupienie. Mój własny zresztą też do tej pory mnie dziwi:)). Bywa tez tak, jak opowiadała mi pewna pani, że oczarował ja chłopak w mundurze. Wyszła za niego. Kiedy zdjął mundur, to razem z oczarowaniem. Został mąż jako taki:))Zatem działają feromony i poczucie estetyki:))

  • Masz pojęcie jak Aneta z Żanetą Ci zazdrościły? Miały tylko końskie zaloty. Oni z Tobą spędzali czas!

  • Bo to chyba jest tak, że jak nie oczekujesz, to nie czujesz się zawiedziona, tylko wręcz przeciwnie. Taka konkluzja. Próbuję dodać komentarz, ale kiepsko mi idzie i niestety z kratki na kratkę jest coraz krótszy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *