Sama sama hu-huuu

To stało się sześć lat temu. Weszłam do średniej jakości klatki schodowej otwieranej wielkim ozdobnym kluczem i pani Małgorzata pokazała mi kawalerkę, która w rzeczy samej była pokojem z łazienką, w której nie mieściły się dwie osoby i, powiedzmy sobie szczerze, kilkucentymetrowym przedpokojem. Na jednej z półek stał wygięty palnik elektryczny. Kanapa była obskurna, a w brudną ścianę wetknięto dawno temu wielkie okno połączone z drzwiami balkonowymi oraz narożny, duży balkon, na który pchały się drzewa. Pchały się na tyle uprzejmie, że całe mieszkanie wraz z jego krzywiznami, wysokim sufitem i falowaną podłogą były oświetlone jak nic innego. Powiedziałam, że oczywiście, że biorę.

Pani Małgorzata wyglądała, jakby ostatnią rzeczą, jaką chciała osiągnąć, było zarobienie na mnie jakichkolwiek pieniędzy. Jej uwagi oscylowały raczej wokół tematu pod tytułem chcę to wynająć i mieć problem z głowy. Na jakiś czas miała. Kiedy odchodziłam, po niespełna trzech latach, obejmowałyśmy się i żegnałyśmy już wylewnie, ściany były pomalowane, palnik elektryczny podwójny i równiutki. Zostały zasłony, została szafa, odkurzacz, napisany doktorat, popielniczka na balkonie, kapa na łóżku, przyjęte przy kawie lub wódce informacje o dwóch rozstaniach, fragmenty DNA przyjaciół nocujących, z rzadka, na podłodze lub na waleta. Niespodziewana wizyta w środku nocy, dźwięk kilku rozmów przez telefon, także tych płaczących. Ale przede wszystkim zostały wieczory. Wieczory, w których z własnej woli lub na skutek okoliczności zewnętrznych, siedziałam sama, sama i sama. W lecie i wczesną jesienią z laptopem na kolanach, na balkonie, zimą zła i zmarznięta, w polarowej piżamie, z grzanym piwem.

Nie mam ani jednego zdjęcia.

Zdjęcia przedstawiającego dziwaczną samotność, spacery po parku, garmażerkę u Jadzi, gołębie wcinające mój słonecznik, bibliotekę z odległości dwudziestu metrów. Nie, nie byłam wtedy sama w dosłownym tego słowa znaczeniu, ale jednak byłam, nieprzegadane dnie, noce, długie godziny milczenia. Nie wiem, czemu wtedy nie rozmawialiśmy przez telefon prawie wcale? Może dlatego, że dzieliło nas jakieś pół godziny drogi piechotą, pokonywanej niby wciąż, ale jednak zaskakująco rzadko.

Było mi tam cholernie dobrze i znosząc graty do bagażowej taksówki, która mnie wiozła na zawsze do H., chlipałam jak przedszkolak. Pamiętam, jak mu powiedziałam, gdybyśmy mieli kasę, zostawilibyśmy sobie Weteranów, taka baza wypadowa, taki wieczny hotel w Lublinie. Cały czas żałuję, że nie dla nas taki zbytek łask.

Czemu ja się nie bałam? Że ktoś nagle szarpnie za klamkę, wpadnie, zgwałci, zamorduje? Cisza była absolutna, właściwie z jednej strony uczelnia z biblioteką w nocy nieczynne, z drugiej pyzata, nieuczęszczana uliczka, z trzeciej park. Czasem, czasem, jak ktoś wracał w stronę akademików od Starego Miasta i znał skróty, zygzakiem przetaczał się oknem na klatce schodowej.

*

Czemu czuję się dziwnie dziś – kiedy jestem sama, jak nigdy, bo choć na co dzień H. wrósł w kanapę (w której już taki dołek nawet, hehehe) i z niej tworzy teorie na temat wszechświata, to jednak od święta wyjechał?

Jak schizofreniczka jakaś… Sprawdzałam drzwi kilka razy, a wcześniej poszłam na spacer, rozglądając się za tamtym krajobrazem i nieobecną przecież tutaj garmażerką. Czuję podekscytowanie, jakby cofnął mi ktoś czas, przeniósł na moich Weteranów. A z drugiej strony inaczej jest, już wysłałam dwa esemesy, już zdziwiłam się, że łóżko rano niepościelone, już nie chce mi się robić kolacji dla siebie, ot minipizza do mikrofali, piwo, bo jednak jakoś świątecznie i…

…i nie ma balkonu. To chyba o ten balkon głównie chodzi, kiedy moje dziewiętnaście metrów mi się śni, albo kiedy ktoś z Lublina wspomina, a wiesz co, a tam w tej twojej kawalerce to czułam się na szybkiej kawie najlepiej, to były moje ulubione momenty, sam/sama, nie wiem dlaczego.

No właśnie…? Dlaczego…?

E.

11 komentarzy

  • Anna

    Dlaczego? Wiem doskonale dlaczego ja kocham być sama ze sobą, ale nie znam słów, które to nazywają. Słów o drzwiach, które mogą za sobą zamknąć, i które mnie nie oddzielają wcale, tylko dają poczucie intymnego własnego świata ( światu?). O łóżku, które jest moje, i do którego ja zapraszam. O łazience tylko własnej, z tym wszystkim, co ja w niej chcę mieć. O kuchni – niech to są dwa palniki – pachnącej moimi zapachami. I chociaż wielbię ten ogrom najbliższych mi ludzi, to stado moje wciąż większe i większe, to gdy wszyscy już wyjdą w końcu jestem u siebie. W moim miejscu. Bez słów, których pewnie i tak nie znam…

  • To było, tam gdzie miałaś młode? I on was porzucił… albo zginął śmiercią tragiczną? Tzn… w sensie gołąb.

  • Kto by myślał o aparacie, zanurzając się w samotności…?
    Ale w sumie szkoda. Tyle że żadne zdjęcie nie odda tego co masz w głowie, never. Co chciałabyś uchwycić, ciszę, zapach, nastrój. Nawet lampka inaczej będzie świeciła na zdjęciu.

    Lubię zostawać sama na jakiś czas. Ale nie mam takich ciepłych wspomnień, nie czuję przywiązania do żadnego z siedmiu mieszkań, po których się tułałam, zanim nie zakotwiczyłam wreszcie TU, gdzie wiesz.

  • Może kiedyś się uda tam wrócić? Będą inne możliwości, być może inne finanse… A skoro właścicielka była tak przychylnie nastawiona to… czemu nie?:)

  • mysle, ze wiekszosc z nas (bo ciebie Ewo, czytaja ci z TEGO percyntyla ;]) wie dlaczego. ale presja spoleczna/doroslosci nie pozwala powiedziec tego na glos, nawet w odmiennych stanach swiadomosci.

    w kazdym razie mam do ciebie inne pytanie: po co to wszystko? nawet majac rodzine/inne zobowiazania, stwarzajac (bo tym jest wychowywanie) potomka/przedluzenie nas samych, naprawde realizujemty siebie? czy moze pythonowski (tak jakby) program?

    anyway, gdybym byl pijany/otumanionay pomocami od Piotrka, to bym cie zapytal Ewo: po co to wszystko?

  • mysle, ze wiekszosc z nas (bo ciebie Ewo, czytaja ci z TEGO percyntyla ;]) wie dlaczego. ale presja spoleczna/doroslosci nie pozwala powiedziec tego na glos, nawet w odmiennych stanach swiadomosci.

    w kazdym razie mam do ciebie inne pytanie: po co to wszystko? nawet majac rodzine/inne zobowiazania, stwarzajac (bo tym jest wychowywanie) potomka/przedluzenie nas samych, naprawde realizujemty siebie? czy moze pythonowski (tak jakby) program?

    anyway, gdybym byl pijany/otumanionay pomocami od Piotrka, to bym cie zapytal Ewo: po co to wszystko?

    • E.

      Cokolwiek Piotrek Ci daje, zastanowię się po południu, bo lecę w piętkę. Mam nadzieję, że to nie Ciebie przyblokował upierdliwy antyspam….

  • Karol

    jak widać nie przyblokował, ale słowo daję, że wyskakiwały błędy i stąd tak spamowałem ;]

    • E.

      Bo on jest głupi 🙁 Najpierw słał mi spam za spamem, a po zainstalowaniu wtyczki zaczął każdego podejrzewać o złe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *